Dorota Golińska – malarka, charakteryzator filmowo-teatralny i kulturoznawca.
Hus og hibyli – wywiad z artystką z Islandii.
„Delikatna granica między życiem a sztuką”
Na nabrzeżu w Vogar na Vatnsleysuströnd znajduje się przytulne studio i dom artystki Doroty Golińskiej. Przywitała nas w łagodne czerwcowe popołudnie ciepłą kawą. Z okna kuchni roztaczał się widok na gładkie jak lustro morze, a z okna sypialni mogliśmy podziwiać pobliską majestatyczną wyspę Vogastapi górującą nad miastem. Dorota opowiada, że inspiruje się głównie naturą, staje na molo i pozwala wiatrowi zadecydować o losie kolejnego obrazu. To właśnie jest siła Doroty, która nie boi się podejmować ryzyka, zarówno w sztuce, jak i w życiu.
UMSJÓN redaktor / Gunnhildur Björg Baldursdóttir
ZDJĘCIA: Eva Schram

SKOK W NIEZNANE
Dorota przez lata podróżowała po całym świecie, a każde miejsce miało na nią ogromny wpływ. Najdłużej, bo przez około 13 lat, mieszkała w Krakowie, gdzie jej pasja do sztuki rozkwitła i dojrzała. Warszawa była jej ostatnim przystankiem, zanim jej życie niespodziewanie skręciło na Islandię. „Moja historia o tym, jak przyjechałam na Islandię, nie różni się od historii innych Polaków, którzy się tu przeprowadzili, ale ja od dawna marzyłam o odwiedzeniu Islandii. W Polsce miałam stabilną pracę jako wizażystka w teatrze, i przy produkcjach filmowych , co dawało mi ogromną satysfakcję. Uwielbiałam robić makijaż i nie zamierzałam w najbliższym czasie robić niczego innego. Po zmianie pracy w 2018 roku mój mąż, Róberti Gasiorek, dostał ofertę pracy na Islandii. To była dobra okazja, z której skorzystaliśmy, ponieważ zwiedzanie wyspy, o której tak długo marzyliśmy, nie było nudne. Plan był prosty: spróbować życia na Islandii przez sześć miesięcy… które zamieniły się w dwa lata, a później znacznie dłużej. W tym czasie miałam dwa domy, jeden w Warszawie, a drugi tutaj, na Islandii. Do 2020 roku dużo podróżowałam i wciąż byłam głęboko zaangażowana w karierę w moim rodzinnym kraju. Potem pandemia uderzyła z pełną siłą i z dnia na dzień wszystkie teatry, kina, muzea i szkoły artystyczne zostały zamknięte. To nie był łatwy czas dla nikogo, ale dla mnie… Przeprowadzka do Islandii była najlepszą decyzją, jaką mogłam podjąć. Byłam podekscytowana, ale też pełna wątpliwości. Jak poradzę sobie w tym nowym kraju? Czy odnajdę się w świecie biznesu? Czy znajdę tam dobrych przyjaciół i zaufanych współpracowników? To była trudna, ale ekscytująca decyzja i może wydawać się paradoksalne stwierdzenie, że jestem tu dzisiaj właśnie z powodu pandemii.„

CIEPŁE PRZYJĘCIE
Dorota mówi, że sztuka była częścią jej życia od dzieciństwa, ale jej pierwsza wizyta na Islandii miała ogromny wpływ na sztukę. „Tworzenie zawsze było dla mnie tak łatwe, jak oddychanie. Jako nastolatka studiowałam sztukę na Uniwersytecie Zielonogórskim, gdzie moja kariera artystyczna na dobre się rozpoczęła. Życie poprowadziło mnie w innym kierunku, a Akademia musiała poczekać. Zakochałam się w świecie makijażu, w teatrze, na scenie, w kostiumach i magii, która się z tym wiązała. Studiowałam charakteryzację w Polsce i we Francji, a także brałam udział w licznych dużych projektach w teatrach, filmach, programach telewizyjnych i na wydarzeniach artystycznych w całej Europie. Sztuka była więc zawsze ze mną w różnych formach, ale malarstwo pojawiło się w moim życiu poprzez inne projekty. Doskonale pamiętam moją pierwszą podróż na Islandię. Wyspa całkowicie mnie urzekła. Kolory, światło, rozległy krajobraz były tak przytłaczające, a jednocześnie piękne. To właśnie po tej podróży namalowałam „Naturę 13”, moją pierwszą pracę z serii „Islandia”. Wszystko zaczęło się toczyć, gdy poznałam Martę Magdalenę Hanlon, która zaprosiła mnie do udziału w Dniach Kultury Polskiej. Tam zorganizowałam swoją pierwszą wystawę sztuki na Islandii. Od tamtej pory, Marta i ja utrzymujemy wspaniałe relacje i jestem jej za to wdzięczna.
Szybko poznałam islandzką scenę artystyczną, uczestniczyłam w wydarzeniach i współpracowałam z polskimi artystami. Nadal angażuję się w projekty artystyczne w Polsce, a jednocześnie prowadzę aktywną współpracę z Galerią Sztuki Apollo. Nawiązałam również relacje z kolekcjonerami i jestem głęboko wdzięczna za ciepłe przyjęcie. Dziś moje prace można znaleźć nie tylko na Islandii, ale także w całej Europie, Stanach Zjednoczonych i Azji. To daje mi siłę, by kontynuować”.

MIŁOŚĆ I POTĘŻNA NATURA ŁĄCZĄ SIĘ
Dorota pisze, że inspiracja jest wszędzie, jeśli tylko masz otwarty umysł. „Dla mnie inspiracją są przede wszystkim podróże. Uwielbiam podróżować i mam wielkie szczęście, że mogę dzielić tę pasję z Robertem. Wystarczy iskra i ruszamy w drogę. Chłonę doświadczenia, które rozpalają zmysły i tak właśnie płynie inspiracja. Islandia, jej natura, nieprzewidywalność, dzikość, wolność, światło i krajobrazy przemawiają do mnie najmocniej.
Czerpię inspirację również z innych wymiarów, a muzyka jest jednym z nich. Zarówno ta, którą tworzy natura, jak i ta, którą tworzymy my, ludzie. Oczywiście są też sami ludzie, wspólnota, bliskość, dotyk i miłość. Miłość, która pozwala doświadczać zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Książki i filmy również pobudzają moją wyobraźnię. Uwielbiam przeglądać książki o sztuce i gubić się w biografiach różnych artystów. Niektóre historie pozostają ze mną przez wiele lat, np. filmy „Dziewczyna z perłą”, „Frida”, „Modigliani: Pasja tworzenia” i inne. Kiedy nachodzi mnie inspiracja i pomysły, szybko je zapisuję. Dlatego Zawsze noszę przy sobie notes pełen myśli, fragmentów rozmów, kolorów i kompozycji, które chcę zapamiętać. Wszystko to staje się rzeczywistością w pracowni, czasem po tygodniach, a nawet latach. Dlatego pracuję seriami, bo
emocje przychodzą falami. Łatwo daję się ponieść emocjom i właśnie to staram się uchwycić na płótnie za każdym razem, gdy maluję.”

WIĘCEJ NIŻ TYLKO STUDIO
Pracownia Doroty to nie tylko miejsce pracy, ale także jej dom. Molo jest bardzo ciche i prywatne, gdzie artystka znajduje przestrzeń do oddychania zarówno sztuką, jak i duszą. „Zadomowiłam się tu z moimi płótnami, pędzlami, farbami i gotowymi obrazami, bez wyraźnych granic między życiem a sztuką. Przestrzeń jest ciepła i przytulna, dając mi dokładnie to, czego potrzebuję do tworzenia.
Często patrzę na zatokę, cieszę się ciszą, kiedy jej potrzebuję, i muzyką, kiedy mam ochotę zatańczyć z pędzlem. Nikt mi tu nie przeszkadza, a to bardzo ważne. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale życie zawsze niesie ze sobą nieoczekiwane niespodzianki. Mam nadzieję, że pewnego dnia zaskoczy mnie studio z przestronnym loftem, ale na razie jestem wdzięczny, że mam własną przestrzeń do pracy. Moim zdaniem dobre studio to po prostu miejsce, w którym czuję się komfortowo. Gdzie mogę nalać sobie kawy i z dobrą muzyką w tle odciąć się od świata. Studio nie musi być idealne, musi być po prostu moje. John Updike powiedział kiedyś: „Sztuka oferuje
przestrzeń, pewną przestrzeń do oddychania dla ducha”. Właśnie to mam tutaj: przestrzeń dla duszy do oddychania.„

OD POMYSŁU DO DZIEŁA
Dorota najlepiej sprawdza się w seriach opowiadających wielkie historie, historie, które nie mieszczą się na jednym płótnie. Mówi, że nie ma jednej recepty na proces twórczy, ale w żywy sposób opisuje główne kroki. „Tworzenie nie zawsze wiąże się z romantyczną inspiracją i, szczerze mówiąc, nie zawsze mnie prowadzi. Sztuka to moja praca i z pewnością jest w pewnym sensie „tradycyjna”, ale wymaga dużo dyscypliny, skupienia, czasu i woli. Jak wspomniałam wcześniej, piszę i szkicuję swoje myśli, zanim dotknę płótna. Robię też dużo zdjęć by zapamiętać światło, kolory i atmosferę. Fotografie są jak mapy emocji, na które patrzę raz po raz. Na koniec podkreślam to, co mnie najbardziej porusza. W tym procesie sprawdzam, czy ta iskra przerodzi się w pojedyncze dzieło, czy w całą serię. Tak powstała moja seria: „Natura”, „Abstrakcyjny pejzaż”, „Szepty nieba” i moje małe prace w formie zakładek. Jeśli chodzi o samo malowanie, zaczynam od przygotowania podłoża. Pracuję na płótnie naciągniętym na drewnianą ramę, którą gruntuję. Następnie zazwyczaj maluję warstwę bazową farbą akrylową w kolorze, który mogę wykorzystać do nadania odpowiedniego nastroju. Sama historia, rzeczywisty ton dzieła, często wychodzi na jaw wraz z farbami olejnymi. Są jednak również serie, które maluję wyłącznie farbami akrylowymi – technikę, którą coraz bardziej odkrywam. Kiedy już zacznę, dużo szukam faktury, a potem pozwalam farbie swobodnie płynąć. Zawsze szukam czegoś, co zaskoczy ludzi, i to właśnie kocham najbardziej: poszukiwanie. Kiedy jestem na etapie kulminacji, analizuję pracę przez jeden lub dwa dni. Potem patrzę, jak wygląda w lustrze, robię jej zdjęcia i oglądam z dystansu. Dopiero wtedy ostatecznie decyduję, czy jest gotowa. Czasami wystarczy jeden drobiazg, ale innym razem dodaję coś odważniejszego. Dzieło pozostawiam do wyschnięcia i używam specjalnych mediów, aby przyspieszyć ten proces. Kiedy czuję, że obraz jest naprawdę skończony, werniksuje go, a kolory nabierają życia. Jednocześnie powierzchnia zostaje zabezpieczona, aby jako dzieło sztuki, przetrwało lata, a nawet wieki. Dopiero wtedy obraz może opuścić moją pracownię, znaleźć nowy dom.„

WSPÓŁPRACA Z PROJEKTANTAMI WNĘTRZ
Dorota z pewnością ma wiele zajęć, ponieważ zazwyczaj przygotowuje kilka serii obrazów jednocześnie. Dąży do współpracy z architektami wnętrz.
„Obecnie pracuję nad kilkoma nowymi seriami obrazów, które niebawem pokażę publicznie. Będzie to coś świeżego, a jednocześnie głębokiego, zakorzenionego w emocjach i naturze. Ponieważ moje prace świetnie komponują się we wnętrzach, niemalże niezależnie od ich stylu, rozwijam współpracę z projektantami wnętrz i pracowniami projektowymi”.
Obrazy Doroty można znaleźć na jej stronie internetowej dgolinska.com lub w cyfrowej galerii sztuki apolloart.is
